Jak już dziś uczynić dziecko milionerem? Ile i gdzie odkładać na jego przyszłość

01.06.2017

Ile kosztuje wychowanie dziecka? To oczywiście zależy od wielu zmiennych, ale z pewnością kilkaset złotych miesięcznie. Przeciętna polska rodzina wydaje 200-250 zł miesięcznie na osobę na żywność, 30-60 zł na odzież i obuwie, 20-40 zł na zdrowie i sport oraz 10-20 zł na edukację. A to przecież nie wszystkie, lecz tylko najbardziej popularne kategorie wydatków. Centrum im. Adama Smitha podsumowuje koszty wychowania jednego dziecka – od kołyski do dorosłości – na 180-190 tys. zł, zaś dwójki dzieci już na ponad 320 tys. zł. Słowem: dziecko to bardzo droga „inwestycja", w niewielkim stopniu „refundowana” polityką prorodzinną państwa (ulgi podatkowe, zasiłki i 500 plus).

Dzień Dziecka - pomyśl o dobrym starcie

Do kosztów, które warto ponieść, dodam jeszcze jeden: zabezpieczenie dziecku dobrego startu w dorosłość. Oczywiście w pewnym stopniu tę rolę odgrywa porządna edukacja (szkolna i pozaszkolna). Ale warto zawczasu – najlepiej już wtedy, gdy dziecko przychodzi na świat – pomyśleć o funduszu na realizację planów, gdy dorośnie.

Pieniądze na założenie własnej firmy i rozkręcenie działalności, wkład własny w pierwsze mieszkanie, pieniądze na zagraniczne studia podyplomowe... To cele, które mogą być sfinansowane z takiego funduszu. Tyle że jego budowanie wymaga systematyczności, cierpliwości, konsekwencji i długiego czasu.

Wbrew pozorom wcale nie tak trudno jest uczynić swoje dziecko milionerem. I zapewnić mu ten status już w momencie, gdy przychodzi na świat. Nawet najbardziej chętne do oszczędzania dziecko świadomie może zacząć gromadzić oszczędności dopiero po zdobyciu pierwszej pracy. Pierwsze 20 lat życia (czyli jedna czwarta!) z punktu widzenia gromadzenia kapitału na przyszłość jest wtedy stracone.

Kto zna zasadę działania śniegowej kuli oszczędności, która z czasem coraz szybciej nabiera masy, wie, jak duże znaczenie dla ostatecznego efektu ma to, czy będziemy oszczędzali 20, czy 40 lat.

Ile powinien co miesiąc odkładać 30-latek, by po pięćdziesiątce zgromadzić milion złotych przy założeniu, że do jego oszczędności rocznie będzie dopisywane, powiedzmy, 5 proc. zysku? Aż 2420 zł! A ile wystarczyłoby do osiągnięcia tego samego celu oseskowi, który ma roczek, ale jego rodzice wiedzą, że warto oszczędzać na jego przyszłość? Już tylko 370 zł miesięcznie.

Ale być może lepiej byłoby, gdyby pierwszy milion nasze dzieci zarobiły własnymi rękami, nie zaś dostały w prezencie od rodziców. W grę wchodzą więc też cele mniej ambitne. Ile potrzeba pieniędzy, by zapewnić dziecku 20-procentowy wkład własny w jego pierwsze mieszkanie – przytulną kawalerkę? Zapewne 30-40 tys. zł. Pieniądze na studia na dobrej polskiej uczelni? Mniej więcej tyle samo. Taką sumę można zebrać – przy stopie zwrotu 5 proc. rocznie – odkładając przez 15 lat tylko po 200 zł.

Jak i gdzie oszczędzać?

Finansiści podsuwają mnóstwo pomysłów. Od zwykłych kont oszczędnościowych i depozytów bankowych po obligacje 10-letnie, fundusze inwestycyjne lub polisy posagowe. Którą opcję wybrać?

– oszczędzanie w banku: raczej nie da długoterminowo 5 proc. w skali roku. A to oznacza, że aby zebrać ustaloną kwotę, trzeba będzie co miesiąc dokładać większą „składkę". Poza tym może nas kusić podbieranie pieniędzy na bieżące wydatki;

– obligacje 10-letnie dają 1,5 proc. rocznego zysku powyżej inflacji, więc nie ma szału. Trzeba zainwestować większą kwotę naraz;

– polisy z gwarantowanym „posagiem” są wygodne (z góry wiadomo, ile dziecko dostanie pieniędzy po osiągnięciu pełnoletności), zmuszają do systematyczności, ale nie są najbardziej efektywną formą gromadzenia kapitału. Dają dodatkowo ochronę ubezpieczeniową (wypłata na wypadek śmierci rodziców, nieszczęśliwego wypadku lub ciężkiej choroby). Zasada ich działania jest taka, że dziecko dostanie mniej więcej tę samą kwotę, którą przez lata wpłacimy na konto polisy. W zamian za ochronę ubezpieczeniową de facto zrzekamy się odsetek od naszych oszczędności;

– fundusze inwestycyjne oferują szansę na dochód przekraczający kilkakrotnie to, co moglibyśmy zarobić w banku. Oczywiście nie ma ani pewności, że tak będzie, ani państwowych gwarancji kapitału, którymi cieszą się banki. W ciągu ostatnich 20 lat fundusze inwestujące w polskie akcje przyniosły średnio 180 proc. zysku, czyli – jak łatwo policzyć – niecałe 10 proc. rocznie. Nie wiadomo, czy tak będzie w przyszłości. Wkładając pieniądze do funduszy, trzeba je podzielić na przynajmniej kilku zarządzających;

– polisy inwestycyjne charakteryzują się tym, że w środku znajdują się fundusze inwestycyjne z różnych „rodzin". Można w wygodny sposób rozproszyć ryzyko i za pomocą jednej miesięcznej składki mieć udziały w wielu funduszach naraz. Wadą są wyższe koszty – swoją „działkę” biorą fundusze oraz firma ubezpieczeniowa.

 

Artykuł Macieja Samcik z Gazety Wyborczej 1.06.2017 r.


Potrzebujesz porady?
Infolinia 800 004 444 Pn. – Pt.: 08.30 – 16.30



CZ PL